Dziś rano widziałem jak robotnicy rozbierali rusztowania z domu naprzeciwko. Ukazała się nowa fasada. Piękna, w kilku różnych kolorach. Do tego promienie słońca rozświetliły wszystko. Cudowny widok. Dzięki niemu zrozumiałem dlaczego niektórzy robią akty. Poza takimi banałami jak bezsensowne szukanie ubrań na sesję, makijażu robi się sztukę. I to jaką! Rozmawiałem wczoraj z zaprzyjaźnioną modelką i ona powiedziała mi jedną ciekawą rzecz: a jakby modelka była ubrana to co by było? Kolejne zdjęcie obok, którego przejdziemy i nie zwrócimy na nie uwagi? Przy biuście to chociaż się na dłużej zatrzymamy. I wiadomo, że oceniamy “zdjęcie” a nie urodę modelki. Życie po prostu. A wiadomo, że: “Każdy z nas żyje w swoim własnym świecie.” – Paolo Coelho.Wracając do tematu głównego, zaprzyjaźniona modelka powiedziała mi, że trudniej jest zrobić zdjęcie ubranej modelki i wydobyć z niej to coś a nie tylko pokazać plastikową cerę czy goliznę. Oczywiście można akt również pokazać w sposób turpistyczny. Tylko czy rzesza oglądających to zniesie? Właściwie wtedy mamy do czynienia ze sztuką, która przygniata nas swoją przeintelektualizowaną formą. Kurcze ale długi wyraz “przeintelektualizowaną”. Może są dłuższe w języku polskim ale żaden nie przychodzi mi do głowy. Można ogłosić konkurs na najdłuższy wyraz w języku polskim. Nagrodą jest satysfakcja, że autor znajdzie taki wyraz. Innych nagród nie ma bo budżetu brak. Może by się znalazł ale komu się chce coś za 1 grosz szukać.
Dlaczego napisałem o rozbieraniu dla sztuki? Z prostej przyczyny: zaprzyjaźniona modelka w większości wiadomości dostaje propozycje aktów od fotografów którzy robią akt sztuki a nie sztukę aktu….



